Opowiastki z pracy w sklepie z przymrużeniem oka
RSS
piątek, 23 marca 2012

Wydawać by się mogło, że był to normalny dzień, ale gdzie tam. Rozkładałam towar na sklepie, dzwonek na kasę, lecę. Spora kolejka, sporo mam też roboty, więc staram się szybko kasować ludki. Idzie dość sprawnie przez dłuższą chwilę, gdy nagle z kasowego transu wyrywa mnie krzyk:

- A to moje zakupy!

I za chwilę kolejny:

- A to moje!

Patrzę się o co chodzi, a tu niczym odnóża ośmiornicy wynurzają się ręce i łowią zakupy, które już przeleciały przez skaner i zostały już włożone do wózka przez pierwszą klientkę. Tak, dokładnie tak jak napisałam, pierwsza klientka zapakowała do wózka prawie wszystkie zakupy dwóch następnych kobiet stojących w kolejce. Trzecia babka wydała paniczny okrzyk, że to jej zakupy właśnie kasuję, druga przez to poruszenie zeszła na ziemię i zobaczyła, że jej zakupy znikają w wózku pierwszej klientki, która nawet nie zorientowała się, że pakuje nie swoje rzeczy. Pozabijać to mało... Za karę długo naczekały się na storno. Za myślenie o niebieskich migdałach.

19:30, butterfly_motylek
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 01 marca 2012

Robiłam ostatnio trzydziestki. Ledwo co zaczęłam, już sobie ciśnienie podniosłam zerkając na drożdże, gdzie w kartonie z minimum 5 opakowań było rozwalone. No ja nie wiem po co zaglądać do 5 opakowań czy są dobre, a wziąć i tak szóste, no ale to przecież tylko klient, nie można od niego wymagać zbyt wiele. Biorę te drożdże i zaczynam wywalać do kartoniaka. Siup, jedne poleciały, siup i drugie też. Zamach, a tu rodzinka mi weszła na linię ognia. Dostrzegłam jednak szansę wrzucenia ich pomiędzy matką, a najprawdopodobniej synem. Siuuup... syn dostał drożdżami w ramię. :D Ma się tego cela :)

Starcie zakończyło się salwą śmiechu i bardzo pokojowo. 

niedziela, 05 lutego 2012

Dwóch obcokrajowców, jeden chyba Czech, drugi Anglik, a poznałam to dzięki ich językowo klejonej rozmowie podczas stania w kolejce. Nie ma to jak zobaczenie prezerwatyw przez faceta, od razu cieszy się jak dziecko. :-) Młodszy z nich zaczął coś do tego starszego nadawać po czesku. Chyba chciał go przekonać do wzięcia jednych. Starszy gość zaczął oglądać jakie to smaki i rodzaje są w sprzedaży. Zaczynam kasować ich parę zakupów, wymieniam sumę, a ten młodszy się go pyta czy nie bierze tych gumek, na co ten starszy:

- No, too small...

Miny, jaką strzeliłam, na szczęście nie widzieli ;D 

Cykl gorzkich żali...

Czy klienci czasem jak dają mi pieniądze to muszą je tak okrutnie wyślinić? :/ Naprawdę nie można pomacać tych pieniędzy wyciągając z portfela, bez zamoczenia palca we własnej ślinie, czy na pewno daję jeden banknot? Bleeeeee.... :/ Kiedyś komuś nie przyjmę gotówki i powiem, że to przez oślinienie. Jak słowo daję.

19:20, butterfly_motylek
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 29 stycznia 2012

Sobotni wieczór, około godziny 20. Pustki. Senna atmosfera, nie ma dosłownie co robić. Znaczy zawsze by się coś znalazło, ale nikomu się nie chce szaleć na godzinę przed coroczną imprezą firmową. Siedzimy jak na ścięciu, a ja na kasie przysypiam, podpierając się na ręce. Co minutę spoglądam na zegarek... O, koleżanka podeszła do mnie na ploty i się zaczęłyśmy śmiać. Podchodzi jakiś klient [cud!] i rzuca tekstem w odpowiedzi na nasze chichoty:

- A nie za wesoło tu jest?

Odpowiadam mu więc: 

- Nie, weselej będzie na imprezie :)

- No tak, sobotni wieczór. To niech pani powie gdzie ta impreza, a ja tam też będę i dopiero będzie wesoło!

Moja skwaszona mina i lekki uśmieszek politowania. Gość miał z 45 lat. Odpowiadam:

- Mhmmmm...

- O słyszę jakieś mruczenie... Czy pani umie mruczeć?

Teraz to dopiero na niego spojrzałam z tzw. byka. Ale co mi tam, ciągnę dalej taką samą nutę:

- Mhmmmm...

No i wypalił: 

- Dorosła kobieta powinna wiedzieć czy umie mruczeć. 

- Mhmmmm... - odpowiedziałam jeszcze bardziej spoglądając na niego znad okularów.

Chyba się zniechęcił i się zmył. Ciekawe dlaczego. W każdym razie śmiałyśmy się z koleżanką dłuższą chwilę. :D

piątek, 27 stycznia 2012

No tego jeszcze nie grali. Kasuję wczoraj starszą babcię, a ona się mnie nagle pyta:

- Ile to mięsko tam leży?

Hę? 

- Jakie mięsko?

- No to tam w lodówce.

Hę?

- Ale o co pani chodzi?

- No to przecenione.

Aaaa, myślę sobie, że pewnie chodzi jej o przecenione mięso o 30%, czyli tzw. trzydziestki. Upewniam się na wszelki... 

- Ale chce pani wiedzieć, ile czasu leży to mięso leży w chłodziarkach?

- No tak.

Yyyy, a skąd ja mam to wiedzieć kiedy ono przyszło? O_O Tak mnie to zaskoczyło, ze powiedziałam tylko:

- Nie mam pojęcia kiedy zostało one do nas przysłane przez producenta.

Mielone leży z tydzień, kurczak z 4 dni. Jakie to miało być to mięsko? Wróżką nie jestem, a wyszło na to, że być powinnam.

sobota, 21 stycznia 2012

W nawiązaniu do poprzedniego wpisu i remontów, które się u nas odbywają w ramach wielkiej delegacji, która ma nas nawiedzić, zdarzyła się jeszcze jedna, zabawna historia. 

Na ścianie, która jest za pierwszą kasą zmieniano dekorację. Zamiast nazw firm, które dla nas produkują, pojawiły się postacie z akcji europejskich towarów, które oferujemy. Wśród nich była też pewna Brytyjka i to o niej ta opowiastka.

Kasuje matkę z na oko maksymalnie 5-cio letnim chłopcem. Dziecko ewidentnie żyjące we własnym świecie, a jego mama cały czas ma na niego oko. Ciągle do woła, żeby się nie oddalał. Po skasowaniu towarów dzieciak nagle nie chce odchodzić od kasy. Matka do woła, a ten uparcie stoi przy mnie, patrzy się na naklejone postacie za mną i nagle rzuca tekstem:

- A ta pani ma za krótką koszulkę!

Wszyscy w kolejce, jak na rozkaz mało co nie skręcają karku i spoglądają na rzeczoną plakatową panią. Faktycznie, trochę ciała pokazała ;D

Kto by pomyślał, na co to dzieciaki potrafią zwrócić uwagę... 

 

23:00, butterfly_motylek
Link Dodaj komentarz »

W następnym tygodniu ma być wielka delegacja z Niemiec. To co ostatnimi czasy się wyczynia w naszym sklepie przechodzi wszelkie wyobrażenie. Podejmowane są tak irracjonalne decyzje, że się w głowie nie mieści... np. mycie podestów, które 3 dni później zostają wymienione lub też mycie kas, które są 5 dni później malowane na nowo. W związku z tym po sklepie od tygodnia kręcą się naprzemiennie różne ekipy remontowe. Skutkuje to tym, iż każdy już stwierdził, że łatwiej byłoby i taniej postawić obok drugi sklep... No ale ja nie o tym.

Robotnicy też ludzie, czasem coś kupują do picia i jedzenia. W takim przypadku lepiej poprosić o podpisanie paragonu, by nikt później nie powiedział, że taki ktoś wziął coś ze sklepu za darmo. To tyle tytułem wstępu. 

Przyszłam sobie do tego wariatkowa yyyyyy, znaczy do pracy. Robotnicy jak to mają w standardzie, siedzą sobie na socjalu i się obijają. Co gorsza, silą się na podryw do mnie ;] Zbyłam jednego, szczególnie natarczywego gościa i wzięłam się do roboty. Zapomniałam o całej sytuacji już, gdy widzę jak ów gość podchodzi do mnie z zakupami. Coś tam zagaduje, a jak już go skasowałam, rzuca tekstem:

- A tu podpis poproszę. - i pokazuje na paragon.

Ja podpisując, ripostuje jego dzisiejsze teksty do mnie:

- Dobrze, że tylko mój autograf, a nie numer telefonu.

Gość złapał lekkiego buraka, ale odważył się jeszcze powiedzieć:

- A też mógłby być.

Na co mu odpowiedziałam, pięknie się uśmiechając:

- Nic z tego :)

Mina mu dziwnie zrzedła. 

Czasami dokonuje się u nas zmiana ustawienia na sklepie, ale to kosmetyczne zmiany, ze względu na chwilowy, ale dłuższy brak towaru, lub jakąś nowość na półce. Ostatnio koleżanka opowiada to historię, jak to przyszła pewna klientka z pretensjami i rzuciła tekstem:

- Ja pieprzę! Więcej tu nie przyjdę! Nic nie można znaleźć, co chwilę zmieniacie układ towaru.

Odwróciła się na pięcie i wyszła...  

wtorek, 17 stycznia 2012

Ostatnio gość podszedł do mnie do kasy i mówi, że chciałby coś zareklamować. Dzwonię na kierowniczkę, przychodzi i pyta się o co chodzi. Na to gość wyciąga z reklamówki 0,5l pewnej czystej i mówi, że chłodził ją w zamrażarce, ale chciałby zareklamować, bo zamarzła w środku. :D Obie z kierowniczką, bierzemy do ręki tę flaszkę i faktycznie, w środku pływają kawałki lodu. :D Gość dostał drugą butelkę i już nie pojawił się z reklamacją...

10:27, butterfly_motylek
Link Dodaj komentarz »
Tagi