Opowiastki z pracy w sklepie z przymrużeniem oka
RSS
sobota, 01 września 2012

Przyszedł gość do kasy z trunkiem zwanym tanim winiaczem, ale miał pecha, bo był z lekka zawiany. Trzymał się stojącej butelki na taśmie jak ostatniej deski ratunku. Po grzecznym "Dzień dobry" z mojej strony, oznajmiam mu, że nie sprzedam mu wybranego trunku. Po standardowym pytaniu z jego strony brzmiącym: "Dlaczego?" i się zaczęło:

- Bo jest pan nietrzeźwy.

- Wcale nie. - wypowiedziane coraz bardziej bełkotliwym tonem. ;)

- Nie sprzedam panu alkoholu, proszę nie tracić czasu.

- Jestem trzeźwy! - chwila zastanowienia, że aż trybiki na twarzy było widać i następuje ciąg dalszy:

- Proszę z kierownikiem!

- Ależ proszę bardzo. - odpowiadam z szerokim uśmiechem. :) 

Dzwonię na kierownika, ten przychodzi i się pyta o co chodzi. Ja w czterech słowach mówię:

- Pan chce kupić alkohol. 

A kierownik szybciej niż światło, chwyta za winiacza na taśmie i oznajmia krótko:

- Nietrzeźwym nie sprzedajemy alkoholu. - i sobie poszedł.

A ja ze śmiechu nie moge się powstrzymać, bo zabranie podpórki dla pana menelika w postaci  butelki winiacza, wywołało poważne zachwiania przestrzeni. :D 

 

 

poniedziałek, 23 lipca 2012

Kartonuję pierwszą alejkę, tzw. wejściową, cisza i spokój. Nagle za moimi plecami słyszę jak coś spada na ziemię, oglądam się, a tu leżą 3x pistacje, te pojedyncze orzeszki, na wagę. Ich niedoszły złodziej, jak się okazuje wręcz ucieka, starając się jednoczenie resztę kradzionych pistacji wepchnąć do kieszeni. Podniosłam te sztuki z podłogi i idę za gościem. Zanim do niego doszłam, to już miał czteropak piwa w ręce i stał przy kasie. Podchodzę do niego i mówię:

- Chyba pan zgubił parę pistacji - daję mu do ręki - niech pan sobie dorzuci do tych, które już pan ukradł chowając do kieszeni.

A wszystko to bardzo głośno i na dodatek przy ochroniarzu. Gość robi się czerwony i zaczyna się tłumaczyć, co mnie dopiero rozłożyło na łopatki.

- A bo tam nie było woreczków i nie miałem w co zapakować.

- Jasne, nagle wszystkie woreczki zapadły się pod ziemię.

Gość już zestrachany, zaczął lecieć do tych nieszczęsnych pistacji, wziął woreczek i je zapakował. 

Ja wiem, że pistacje są wspaniałą przekąską do piwa, ale kraść też trzeba umieć. 

Przyszedł na następny dzień i powiedział mi "Dzień dobry". 

13:21, butterfly_motylek
Link Komentarze (1) »
środa, 11 lipca 2012

Standardowo do klienta: Dzień dobry i lecę z kasowaniem, Wszystko poszło gładko, aż do cudownej formułki: Dziękuję, zapraszam ponownie. A gość na to:

- Ale po co mi to pani mówi? Ja tu mam paragon i sobie codziennie czytam. O tu, na dole!

Padłam :D 

Znaleziona przeze mnie lista zakupów na sklepie:

"chleb

cukier

wódka"

Krótka, a jaka treściwa. :D 

16:27, butterfly_motylek
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 24 czerwca 2012

Gość lekko wczorajszy stoi w kolejce do kasy. Biorę go na tapetę i zaczynam kasować, a jemu z kolei włączyła się gadka. I zaczyna:

- Ale pani ładna i zgrabna.

A ja mu na to:

- Ale zajęta.

Szybko zaczął, jeszcze szybciej skończył. Trzeba sobie jakoś umieć radzić z dziadkami. ;]

12:08, butterfly_motylek
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 28 maja 2012

Tym razem nie moja historia. Stoimy na ladzie, podajemy mięsko. Koleżanka obok obsługuje jakąś kobitkę i pokazuje jej kawałek boczku. Ta się skrzywiła na jego widok, zapewne miał wg niej za dużo tłuszczu. [Ludzie, kupujecie boczek, a nie szybkę czy schab!] Na to wszystko koleżanka rzuca żartobliwie tekstem w jej stronę:

- Ale co się Pani tak krzywi?! Ładny kawałek przecież pokazuję!

Wszystkie jak tam stałyśmy popłakałyśmy się ze śmiechu.

Kobita wzięła ten kawałek boczku. 

19:37, butterfly_motylek
Link Dodaj komentarz »

W tym tygodniu jest schab na promocji. Taki surowy, bez kości. Jeśli cokolwiek wam to mówi. :P Na ogół się go kroi na kg, ewentualnie na oko ;) Akcja z dziś. Przychodzi dość zmanierowana para co okazuje się podczas tonu pierwszych zamienionych zdań rozmowy.

Ja: - Dzień dobry, co dla państwa?

Paniusia: - Ja chciałabym schabu.

J: - Ile?

P: - Proszę mi ukroić dwa kotlety i rozbić(!).

Mój język stwierdził, że nie wytrzyma presji mózgu i po krótkiej chwili bitwie myśli w mojej głowie wypalam:

-  A może jeszcze zapanierować i usmażyć?

I to jeszcze wypowiedziałam w tonie tekstu "A może frytki do tego?" z reklamy McDonalda.

Ależ ja jestem wredna :D 

PS. Blog ma już ponad rok, hip hip huraaaa! :) 

wtorek, 17 kwietnia 2012

Spokojny dzień, stoję sobie na dziale z cukierkami, makaronami, ciasteczkami na wagę. Przychodzi klient i się czai. Pytam się  go więc w czym pomóc.

- A wie pani, szukam czegoś dobrego.

- Do kawki?

- O tak, właśnie.

- A cukierki czy ciasteczka?

- A wie pani, że obojętnie.

- Ja to bym wolała ciasteczka.

- A wie pani, że mogą być, jakie by pani poleciła.

- A w czekoladzie mają być czy niekoniecznie? 

- Raczej nie. 

- To ja bym panu poleciła wafelki: kakaowe, śmietankowe, muśnięte czekoladą...

- A wie pani, że śmietankowych bym wziął, tak z 30 deko.

- Proszę bardzo.

Pakuję te wafelki, a gość się rozkręca...

- Ja lubię słodkie, co widać raczej. - i tu się klepie po brzuchu. - A pani to chyba też trochę?

- Trochę, jak każdy chyba. - odpowiadam z lekkim uśmiechem.

- A bo wie pani, proszę się nie obrażać, ale ja tam lubię takie kobiety co mają trochę ciała. 

Słucham gościa i coraz bardziej chce mi się śmiać. Ale on kontynuuje:

- Bo wtedy jest co rozłożyć, a nie takie chude szczudła.

Zaczyna się robić zabawnie, więc lecę z tekstem:

- Wiem coś o tym, mój facet też tak lubi. ;)

- Ooooo, to ma pani męża... - i lekka mina zawodu na jego twarzy. 

- Nie jeszcze, chłopaka.

- Aaaa, chłopaka. - mina mu odżyła. 

Nie mogłam się powstrzymać i zaśmiałam się już całkiem na poważnie, przez co gość się chyba zawstydził, wziął wafle, zarzucił tekstem: "mam nadzieję, że nie uraziłem", i się zmył. Ot faceci, jak zwykle podrywacze po 50tce. :)

18:39, butterfly_motylek
Link Komentarze (3) »

Przyszło mi ostatnio zmienić lekko branżę i obsługiwałam stoisko z wędlinami... Godzina wczesno poranna, ja jeszcze nie obudzona do końca, a już mi się przyszło zmagać z wybrednym babsztylem. Podeszła taka i się zaczyna litania:

- A co to jest za wędlinka? A ta? A tamta? A z czego była ta pierwsza? A ta druga?

Tłumaczę i objaśniam cierpliwie.

- No dobrze, to może weźmie pani tę kupkę, i teraz weźmie raz jeszcze. Tę z lewej ręki pani odłoży, a tę z prawej pani odwróci i z tego 8 plasterków mi pani odliczy. 

I tak przy kolejnych trzech padlinach... znaczy wędlinach. 

Jak już mi klienci za bardzo wybrzydzają, to lekkie warknięcie na nich w stylu: Co pani podać w takim razie? jest wręcz wskazane i w 99% przypadków stawia ich to do pionu. Ale na nią nie poskutkowało. A mi się na dodatek spieszyło na dział obok: mięsny. Skończyłam ją wreszcie obsługiwać, obsłużyłam jeszcze jedną klientkę, tym razem konkretną, lecę na mięso, a tak kto? Mój ulubiony babsztyl. I zarzuca mi tekstem: 

- Jeśli chce pani tu pracować to proszę dalej. - i pokazuje mi palcem jak na psa, że mam podejść na drób. I a piać ta sama akcja co na padlinach... Ależ ja mam cierpliwość, a babsztyla zabić to mało.

 

17:27, butterfly_motylek
Link Komentarze (5) »

Koleżanka do klienta, który ustawił na taśmie 5 butelek na stojąco:

- Myślę, że te buteleczki bardzo chcą jeszcze poleżeć. - dorzuciła do tego promienny uśmiech, a klient się speszył. Butelki położył, ciekawe za to o czym tak właściwie myślał ;)

17:06, butterfly_motylek
Link Dodaj komentarz »
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 11
Tagi