Opowiastki z pracy w sklepie z przymrużeniem oka
RSS
piątek, 13 czerwca 2014

Dzień jak co dzień, potrzebowałam zamknąć kasę, by iść na przerwę. Na ogół wystarczy prośba do klienta, by poszedł do innej kasy, ale nie dziś. W końcu piątek 13.

Klientka, lat około 35, 3 metry od kasy. 

- Proszę do kasy obok.

- Pani chyba żartuje, że będę gdzieś szła, jak już tu podeszłam!

Aż mnie zatkało.

- Ja do pani grzecznie mówię, więc proszę o to samo.

- Akurat. Mówi pani, żebym sobie szła gdzie indziej.

- Nie mówię, a grzecznie proszę. 

Nic już nie odpowiedziała. 

Królewna... 

poniedziałek, 02 czerwca 2014

Sobota rano, ruch jak w ulu. Nagle następuje atak na moją osobę.

- Co mi tu pani wydała!!! 

Hmmm, patrzę skąd następuje atak - babka z mężem, który wręcz chowa się za jej plecami. Pierwsza myśl, że źle wydalam.

- Słucham panią.

- Co to ma być?! Zwija pani pieniądze i wciska ludziom!?

Hę?

- Po pierwsze nic nie zwijam tylko normalnie daję do ręki, a po drugie o co tak właściwie chodzi? - odsuwam się z deka, bo babka aż pluje na mnie (jadem). Miałam do wydania 80 złotych, dostała po kolei 50, 20 i 10, żadne zwinięte nie było, wręcz wyprostowane, ale najwidoczniej jaśnie pani trzeba było rozłożyć to na trzy kupki, a nie na jedną.

Wreszcie się dowiaduję. Pokazuje mi "nowe" 20 złotych.  

- Proszę to wymienić na bilon! Co to jest! - coś się jej pokręciło, bilon to drobne.

- To nowa dwudziestka, więc nie rozumiem o co pani chodzi.

- Chcę wymiany.

-  To są nowe banknoty ostatnio wprowadzone.

-  Chcę wymiany.

Mąż się zaczął zlewać z kolorem podłogi.

- Dobrze, proszę poczekać, aż otworzę kasetkę po skasowaniu następnego klienta. A tam - wskazałam na tablicę informacyjną - ma pani wywieszone nowe wzory banknotów, wprowadzone prawie dwa miesiące temu. Proszę się zapoznać. - i w myślach dodałam - i nie robić z siebie wariatki. 

Wymieniłam jej na 2x10, bo inaczej nie miałam.

Tak się złożyło, że dwudziestkę dostał następny klient, a ja go poprosiłam:

- Tylko proszę się nie wracać i nie robić kolejnej awantury. ;)  

Żałuję, że nie wydałam jej tego bilonem, tak jak chciała. :) 

sobota, 31 maja 2014

Nie mamy opcji sprawdzania ceny na kasie. Czego bardzo żałuję, ale byłoby jedną historię mniej na blogu. ;)

Kasuję babkę gdzieś w okolicach 55+. Rachunek wyszedł w okolicach pięćdziesięciu złotych, co też jej oznajmiam, ale ta nagle wyjmuje gdzieś ze swojej reklamówki balsam do włosów i mówi, że chciała by sprawdzić cenę. Tłumaczę jej więc:

- Nie mamy opcji sprawdzania ceny na kasie. Czytnik jej na ścianie kawałek dalej - i jej pokazuję gdzie może sprawdzić.

- Proszę nabić.

No ok, skoro aż tak nalega.

- 12,99.

- A nie to nie chcę. 

Sobie myślę @#$%^, no ale ok... Jakby podała na początku kasowania, to do tej pory zdołałby mi już ktoś wycofać,no ale... No to dzwonek na kierowniczkę i czekamy. A babka się pyta ile ma zapłacić, a ja na to, że czekamy na wycofanie.

- Ale jak to czekamy?

No to jej tłumaczę "wyraźniej" kolejny raz, że nie mamy opcji sprawdzania ceny na kasie i się od razu nabiło.

- Proszę nie krzyczeć.

- Jak mówiłam pani wcześniej to nie dotarło, więc widocznie musiała mnie pani nie słyszeć.

Kobieta już siedziała cicho i czekała jak cała kolejka. Kierowniczka dotarła, wycofała. 

Po zamknięciu roznosiłam towar zostawiony przez klientów. Cena balsamu widniała na półce.

Całe życie z wariatami...   

 

19:53, butterfly_motylek
Link Dodaj komentarz »
piątek, 28 lutego 2014

Odwieczny problem, otwarcie popularnych zrywek za 8 groszy. Najlepszy sposób? Poślinić palca i siatka otwiera się błyskawicznie, ale niektórzy potrafią być uparci i próbują najróżniejszych sposobów. 

Trafił mi się klient, który miał właśnie taki problem. Męczy się chłop i męczy, aż w końcu wyciągam rękę do niego i mówię, że mu pomogę. Jego odpowiedź spowodowała mój ubaw na cały dzień.

- Ze stringami nie mam tego problemu.

:D 

Co jedno z drugiem ma wspólnego? Nie wiem, do tej pory się zastanawiam. ;) 

11:59, butterfly_motylek
Link Komentarze (2) »
piątek, 13 grudnia 2013

Tym razem na wesoło.

Idą święta. W handlu to oznacza najgorszy czas w roku. I to nie tylko dla sprzedawców. Biedni klienci są zakręceni jak słoik ogórków. I tak zdarzyło mi się ostatnio pogadać sobie z klientami:

Kasuję klientkę, prosi o siatkę.

- Zrywkę czy reklamówkę?

- Tak.

<ZONK> I tak jeszcze dwa razy mi się zdarzyło to samo w tym dniu. 

Mówiłam, że zakręceni? ;) 

 

 

Idą święta. W handlu to oznacza najgorszy czas w roku.  I tak wczorajszy dzień był niczym senny koszmar i w ogóle miałam ochotę wyjść z siebie.

W kasetce 400 złotych, a tu od rana stówa stówą pogania. I nadchodzi czas rozmienienia kasy z kasetek koleżanek, bo już nie mam czym wydawać. Aż tu w okolicach 7:30 jakieś pierdółki do 10 złotych i mi wyciąga dwieście... Wydałam wszystkie 5 i 2 złote żeby wydać. Skasowałam dwóch klientów, na szczęście mieli drobne i mnie podratowali, a tu gość kupuje sobie piffko marki piwo i mi wyciąga dwusetkę. Myślę sobie, to jest jakiś cyrk! I mówię do gościa:

- Drobniej proszę. 

- Nie mam.

- A ja nie mam jak panu wydać

- Ale to mnie nie interesuje.

- Przed chwilą wydałam z dwusetki i zostały mi same drobniaki w samych groszach.

- Ale mi to nie przeszkadza.

Swoją drogą nie miałam nawet tych 90 z groszami by mu wydać w tych drobnych. Dlaczego 90? Bo stówki w kasetce to ja miałam aż w nadmiarze. 

- Ale mimo to nie mam panu jak wydać.

- Co mnie to obchodzi?

- No tak... Ma ktoś z państwa rozmienić 200 złotych? - pytam się innych klientów stojących w kolejce. Oczywiście nikt nie ma.

Nie ma to jak sobie z bankomatu wyciągnąć 200, bo one przecież nie wydają po 20 złotych jak nasz pod sklepem... Klient więc spróbował innej techniki. 

- Poproszę kierownika.

- Proszę bardzo.

I tu chwila czekania, a klienci stoją w kolejce i czekają, bo piwo cały czas nabite na kasę. Przyszła kierowniczka, taka konkretna, a gość do niej.

- Pani nie chce mi sprzedać piwa. - nie chcieć to mogę jakby był nietrzeźwy. 

- Chcę, ale nie mam z czego wydać i pokazuję jej nieszczęsną dwusetkę... 

Anulowała mi ten paragon i z politowaniem spojrzała na gościa i zaczyna mu tłumaczyć, że mamy w kasetce 400 złotych i mimo wszystko nie jesteśmy w stanie zapewnić przy takim obrocie sprawy ciągłości w wydawaniu reszty w takich przypadkach (w domyśle - jak ktoś sobie przychodzi rozmienić pieniądze), że nie jesteśmy bankiem, utarg jest zdawany codziennie i to co mamy jest w kasetce kasjerki, że większą szansę na wydanie o tej porze (w domyśle rozmienienie) to ma w kiosku obok, bo on nie zdaje codziennie utargu. Gość się oczywiście dalej oburzał i w końcu "strzelił focha" i obrażony się zaczął szykować do wyjścia i zaczął się wydzierać już całkiem, że to tak być nie może. Na co skwitowała to krótko:

- My nie jesteśmy bankiem, a bankomaty też drobniej wydają. 

Gość wyszedł. A ja? Miałam ochotę wstać i wyjść. Normalnie od samego rana się człowiekowi wszystkiego odechciało. To jakiś cyrk? Albo ukryta kamera? Klienci chcieli mnie podnieść na duchu i oczywiście krótko gościa podsumowali w niezbyt cenzuralnych słowach. Ale ja już byłam wymęczona psychiczne na cały dzień. Pocieszyło mnie tylko to, że dla klientów pozostaję najmilszą kasjerką.

Ja wiem, że klient nasz pan, ale są pewne granice. Wiem też, że niektórym może się wydawać, że jest panem i władcą, ale niestety się mylą. Mój pogląd może się nie spodobać wielu osobom, ale taka jest prawda. 

 

czwartek, 31 października 2013

Po pierwsze dziękuję za miłe słowa dotyczące moich sklepowych opowieści :) Cieszę się, że Wam się podobają :) A teraz do rzeczy...

Nie ma to jak okres przed jakimkolwiek świętem. Ludzie się spieszą nie wiadomo gdzie i po co, chyba żeby sobie nerwy szybciej zszargać. Stają się wobec siebie złośliwi. No i trafił mi się dziś taki pacjent, zaczął coś tam, stojąc w kolejce, się burzyć do jakiejś klientki i jego słownictwo zaczynało się robić rynsztokowe. Sama nie jestem święta i zdarza mi się zaklnąć, ale sobie klientów obrażać nie pozwolę. Zwróciłam mu więc spokojnie uwagę:

- Proszę o spokój i trochę kultury.

Nastała cisza. Ale nadeszła pora obsłużenia jegomościa. Ja oczywiście standardowo z kulturą, ale od gościa "Dzień dobry" nie usłyszałam. Było za to coś w stylu: "Pocałuj mnie w dupę." Wydaję resztę, a gość się nachyla i rzecze do mnie:

- Ty mi niunia nie podskakuj.

- Przepraszam, ale po pierwsze nie życzę sobie obrażania mnie, a po drugie nie jesteśmy na ty. 

-  Co ci się nie podoba? Ja chce kierownika.

- Ależ proszę bardzo.

Dzwonię po kierownika. Niestety jeszcze nie było ochroniarza, bo nasz to by Panu od razu pokazał drzwi. Przyszedł kierownik, a gość wygląda nieźle i niestety tylko tyle, bo jak się ma odezwać, to go ledwo słychać... Ale to wystarczyło. Kierownik się pyta o co chodzi:

- Pan mnie obraża, nazywa niunią, klnie i do tego zwraca się do mnie na Ty. 

Kierownik spojrzał się tylko na gościa, a ten cisza... Nic dziwnego, przestał kozaczyć, jak zobaczył chłopa większego od siebie, więc nie pozostało mu nic więcej jak zawinąć wrotki. 

Za to zawsze w takich sytuacjach można liczyć na klientów. Ten stek obelg jakie się za gościem posypały, gwarantowały mi uśmiech do końca dnia.  

sobota, 17 sierpnia 2013

Sobotnie urwanie głowy, kasuję parę z dzieckiem w wózku. 

Ojciec pakuje, a matka dogląda dziecka i płaci za zakupy. Ojciec się pyta matki jak tam dziecko, a ona odpowiada: 

- Śpi.

Ja lekko nietomna, bo pobudka była o 4tej rano, więc mówię: 

- Też chcę.

A ojciec na to: 

- To trzeba faceta dopuścić do siebie i sobie zrobić.

Ja wielkie oczy, czy oby na pewno dobrze usłyszałam. Matka tak samo. I mówię:

- Ale ja mówiłam o spaniu :D - ledwo powstrzymując wybuch śmiechu.

Jego wybranka krótko podsumowała.

- Głodnemu chleb na myśli. :D - pękając ze śmiechu jeszcze bardziej ode mnie.

16:58, butterfly_motylek
Link Komentarze (3) »
wtorek, 25 czerwca 2013

Z cyklu historii dawnych, ale nie do zapomnienia.

Wigilia. Siedzę na kasie, nagle słychać ryk, dosłownie. Oho, pewnie jakiemuś dzieciakowi rodzic odmówił gwiazdki z nieba, tudzież innej zabawki. No jakbym zgadła, okazuje się za chwilę. Znając moje szczęście to matka podejdzie do mojej kasy, no przecież nie inaczej. Dzieciak ryczy wydziera się jak najęty, a tu jeszcze dwóch klientów przed matką. Ja swoich myśli nie słyszę. A tymczasem w kolejce rozgorzała dyskusja o wychowywaniu dzieci. Jeden gość stwierdził, że nie ma to jak klaps w tyłek i po sprawie. Inni mało co biednego gościa nie chcieli zjeść żywcem. Dyskusja trwa w najlepsze, zaczyna się mała bitwa, dziecko dalej ryczy. Na szczęście właśnie kasuję matkę, ale myliłby się ten, kto myśli, że nastała błoga cisza. Klienci w kolejce nadal wykrzykują swoje racje. I tak aż skasowałam wszystkich krzykaczy.

Życzyłam sobie tego dnia dużo spokoju w święta...

środa, 22 maja 2013

Przyszła dziś młoda laska i wzięła dwa drinki. Poprosiłam ją o dowód, a tam 1995 rok. Przezornie zerkam więc na dalszą część daty, bo ostatnio młodzież chce się "postarzyć" dowodem tymczasowym. Zerkam więc na miesiąc, a tam 05, więc jeszcze zerkam na dzień, a tam 22. Pożyczyłam jej wszystkiego najlepszego ;)

16:51, butterfly_motylek
Link Komentarze (3) »
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 11
Tagi