Opowiastki z pracy w sklepie z przymrużeniem oka
RSS
czwartek, 31 października 2013

Po pierwsze dziękuję za miłe słowa dotyczące moich sklepowych opowieści :) Cieszę się, że Wam się podobają :) A teraz do rzeczy...

Nie ma to jak okres przed jakimkolwiek świętem. Ludzie się spieszą nie wiadomo gdzie i po co, chyba żeby sobie nerwy szybciej zszargać. Stają się wobec siebie złośliwi. No i trafił mi się dziś taki pacjent, zaczął coś tam, stojąc w kolejce, się burzyć do jakiejś klientki i jego słownictwo zaczynało się robić rynsztokowe. Sama nie jestem święta i zdarza mi się zaklnąć, ale sobie klientów obrażać nie pozwolę. Zwróciłam mu więc spokojnie uwagę:

- Proszę o spokój i trochę kultury.

Nastała cisza. Ale nadeszła pora obsłużenia jegomościa. Ja oczywiście standardowo z kulturą, ale od gościa "Dzień dobry" nie usłyszałam. Było za to coś w stylu: "Pocałuj mnie w dupę." Wydaję resztę, a gość się nachyla i rzecze do mnie:

- Ty mi niunia nie podskakuj.

- Przepraszam, ale po pierwsze nie życzę sobie obrażania mnie, a po drugie nie jesteśmy na ty. 

-  Co ci się nie podoba? Ja chce kierownika.

- Ależ proszę bardzo.

Dzwonię po kierownika. Niestety jeszcze nie było ochroniarza, bo nasz to by Panu od razu pokazał drzwi. Przyszedł kierownik, a gość wygląda nieźle i niestety tylko tyle, bo jak się ma odezwać, to go ledwo słychać... Ale to wystarczyło. Kierownik się pyta o co chodzi:

- Pan mnie obraża, nazywa niunią, klnie i do tego zwraca się do mnie na Ty. 

Kierownik spojrzał się tylko na gościa, a ten cisza... Nic dziwnego, przestał kozaczyć, jak zobaczył chłopa większego od siebie, więc nie pozostało mu nic więcej jak zawinąć wrotki. 

Za to zawsze w takich sytuacjach można liczyć na klientów. Ten stek obelg jakie się za gościem posypały, gwarantowały mi uśmiech do końca dnia.  

Tagi