Opowiastki z pracy w sklepie z przymrużeniem oka
RSS
sobota, 01 września 2012

Przyszedł gość do kasy z trunkiem zwanym tanim winiaczem, ale miał pecha, bo był z lekka zawiany. Trzymał się stojącej butelki na taśmie jak ostatniej deski ratunku. Po grzecznym "Dzień dobry" z mojej strony, oznajmiam mu, że nie sprzedam mu wybranego trunku. Po standardowym pytaniu z jego strony brzmiącym: "Dlaczego?" i się zaczęło:

- Bo jest pan nietrzeźwy.

- Wcale nie. - wypowiedziane coraz bardziej bełkotliwym tonem. ;)

- Nie sprzedam panu alkoholu, proszę nie tracić czasu.

- Jestem trzeźwy! - chwila zastanowienia, że aż trybiki na twarzy było widać i następuje ciąg dalszy:

- Proszę z kierownikiem!

- Ależ proszę bardzo. - odpowiadam z szerokim uśmiechem. :) 

Dzwonię na kierownika, ten przychodzi i się pyta o co chodzi. Ja w czterech słowach mówię:

- Pan chce kupić alkohol. 

A kierownik szybciej niż światło, chwyta za winiacza na taśmie i oznajmia krótko:

- Nietrzeźwym nie sprzedajemy alkoholu. - i sobie poszedł.

A ja ze śmiechu nie moge się powstrzymać, bo zabranie podpórki dla pana menelika w postaci  butelki winiacza, wywołało poważne zachwiania przestrzeni. :D 

 

 

Tagi