Opowiastki z pracy w sklepie z przymrużeniem oka
RSS
poniedziałek, 23 lipca 2012

Kartonuję pierwszą alejkę, tzw. wejściową, cisza i spokój. Nagle za moimi plecami słyszę jak coś spada na ziemię, oglądam się, a tu leżą 3x pistacje, te pojedyncze orzeszki, na wagę. Ich niedoszły złodziej, jak się okazuje wręcz ucieka, starając się jednoczenie resztę kradzionych pistacji wepchnąć do kieszeni. Podniosłam te sztuki z podłogi i idę za gościem. Zanim do niego doszłam, to już miał czteropak piwa w ręce i stał przy kasie. Podchodzę do niego i mówię:

- Chyba pan zgubił parę pistacji - daję mu do ręki - niech pan sobie dorzuci do tych, które już pan ukradł chowając do kieszeni.

A wszystko to bardzo głośno i na dodatek przy ochroniarzu. Gość robi się czerwony i zaczyna się tłumaczyć, co mnie dopiero rozłożyło na łopatki.

- A bo tam nie było woreczków i nie miałem w co zapakować.

- Jasne, nagle wszystkie woreczki zapadły się pod ziemię.

Gość już zestrachany, zaczął lecieć do tych nieszczęsnych pistacji, wziął woreczek i je zapakował. 

Ja wiem, że pistacje są wspaniałą przekąską do piwa, ale kraść też trzeba umieć. 

Przyszedł na następny dzień i powiedział mi "Dzień dobry". 

13:21, butterfly_motylek
Link Komentarze (1) »
środa, 11 lipca 2012

Standardowo do klienta: Dzień dobry i lecę z kasowaniem, Wszystko poszło gładko, aż do cudownej formułki: Dziękuję, zapraszam ponownie. A gość na to:

- Ale po co mi to pani mówi? Ja tu mam paragon i sobie codziennie czytam. O tu, na dole!

Padłam :D 

Znaleziona przeze mnie lista zakupów na sklepie:

"chleb

cukier

wódka"

Krótka, a jaka treściwa. :D 

16:27, butterfly_motylek
Link Dodaj komentarz »
Tagi