Opowiastki z pracy w sklepie z przymrużeniem oka
RSS
wtorek, 24 czerwca 2014

Akcja dzieje się, gdy siedzę na kasie.

- Może byś tak zadzwoniła na kasę?

Czy ja dobrze usłyszałam? Obracam się i widzę delikwenta. No ok, kolejka się zrobiła, ale co to za odzywka.

- Słucham?

- Może byś tak zadzwoniła. Kolejka jest.

- Przepraszam bardzo, ale nie jesteśmy na ty.

- Dzwoń, to twój obowiązek, a nie siedzisz tu jak krowa.

I tu mnie siekło. Ciśnienie 200/300, ale klientce chyba bardziej skoczyło i jak nie zaczęła się drzeć.

-Trochę kultury! Jak można się tak zwracać do kobiety! Jak się coś nie podoba to do kierownika, a nie psuć humor na cały dzień kasjerce. Jakim trzeba być chamem żeby się tak do kogoś zwracać! Kultury trochę!

I jeszcze jakoś go tam określała, ale z nerwów to już nie pamiętam końcówki jej wypowiedzi. I tu wyszło na to, że dobro powraca. Nie słodząc sobie, klienci mnie lubią, bo jak to mówią: miła, uśmiechnięta i pogada zawsze, więc stanęli za mną i powiedzieli jeszcze parę słów. 

- Polskie chamstwo.

- Jak tak można?

- Zero kultury.

Gość poszedł do innej kasy, na którą wcześniej zadzwoniłam. 

Do tej pory mnie nerw szarpie na wspomnienie tej historii. Najgorsze, że pewnie nie raz mi przyjdzie obsłużyć tego delikwenta.  

Stały klient, wysoki, już siwawy, prezentuje się w miarę ok, ale jak to mówią: Pozory mylą. 

piątek, 13 czerwca 2014

Dzień jak co dzień, potrzebowałam zamknąć kasę, by iść na przerwę. Na ogół wystarczy prośba do klienta, by poszedł do innej kasy, ale nie dziś. W końcu piątek 13.

Klientka, lat około 35, 3 metry od kasy. 

- Proszę do kasy obok.

- Pani chyba żartuje, że będę gdzieś szła, jak już tu podeszłam!

Aż mnie zatkało.

- Ja do pani grzecznie mówię, więc proszę o to samo.

- Akurat. Mówi pani, żebym sobie szła gdzie indziej.

- Nie mówię, a grzecznie proszę. 

Nic już nie odpowiedziała. 

Królewna... 

poniedziałek, 02 czerwca 2014

Sobota rano, ruch jak w ulu. Nagle następuje atak na moją osobę.

- Co mi tu pani wydała!!! 

Hmmm, patrzę skąd następuje atak - babka z mężem, który wręcz chowa się za jej plecami. Pierwsza myśl, że źle wydalam.

- Słucham panią.

- Co to ma być?! Zwija pani pieniądze i wciska ludziom!?

Hę?

- Po pierwsze nic nie zwijam tylko normalnie daję do ręki, a po drugie o co tak właściwie chodzi? - odsuwam się z deka, bo babka aż pluje na mnie (jadem). Miałam do wydania 80 złotych, dostała po kolei 50, 20 i 10, żadne zwinięte nie było, wręcz wyprostowane, ale najwidoczniej jaśnie pani trzeba było rozłożyć to na trzy kupki, a nie na jedną.

Wreszcie się dowiaduję. Pokazuje mi "nowe" 20 złotych.  

- Proszę to wymienić na bilon! Co to jest! - coś się jej pokręciło, bilon to drobne.

- To nowa dwudziestka, więc nie rozumiem o co pani chodzi.

- Chcę wymiany.

-  To są nowe banknoty ostatnio wprowadzone.

-  Chcę wymiany.

Mąż się zaczął zlewać z kolorem podłogi.

- Dobrze, proszę poczekać, aż otworzę kasetkę po skasowaniu następnego klienta. A tam - wskazałam na tablicę informacyjną - ma pani wywieszone nowe wzory banknotów, wprowadzone prawie dwa miesiące temu. Proszę się zapoznać. - i w myślach dodałam - i nie robić z siebie wariatki. 

Wymieniłam jej na 2x10, bo inaczej nie miałam.

Tak się złożyło, że dwudziestkę dostał następny klient, a ja go poprosiłam:

- Tylko proszę się nie wracać i nie robić kolejnej awantury. ;)  

Żałuję, że nie wydałam jej tego bilonem, tak jak chciała. :) 

Tagi