Opowiastki z pracy w sklepie z przymrużeniem oka
RSS
wtorek, 25 czerwca 2013

Z cyklu historii dawnych, ale nie do zapomnienia.

Wigilia. Siedzę na kasie, nagle słychać ryk, dosłownie. Oho, pewnie jakiemuś dzieciakowi rodzic odmówił gwiazdki z nieba, tudzież innej zabawki. No jakbym zgadła, okazuje się za chwilę. Znając moje szczęście to matka podejdzie do mojej kasy, no przecież nie inaczej. Dzieciak ryczy wydziera się jak najęty, a tu jeszcze dwóch klientów przed matką. Ja swoich myśli nie słyszę. A tymczasem w kolejce rozgorzała dyskusja o wychowywaniu dzieci. Jeden gość stwierdził, że nie ma to jak klaps w tyłek i po sprawie. Inni mało co biednego gościa nie chcieli zjeść żywcem. Dyskusja trwa w najlepsze, zaczyna się mała bitwa, dziecko dalej ryczy. Na szczęście właśnie kasuję matkę, ale myliłby się ten, kto myśli, że nastała błoga cisza. Klienci w kolejce nadal wykrzykują swoje racje. I tak aż skasowałam wszystkich krzykaczy.

Życzyłam sobie tego dnia dużo spokoju w święta...

Tagi