Opowiastki z pracy w sklepie z przymrużeniem oka
RSS
niedziela, 17 kwietnia 2016

Sobota jak to sobota, w cholerę ludzi, a ja rządzę na "piekarni". Wypiekam, dokładam, układam pieczywo. Jestem w trakcie poprawiania ekspozycji, gdy obok mnie dwóch gości nabiera bułki do worka. Jeden pakuje, gdy nagle ten drugi mówi:

- Ej, a to miały być te bułki? Chyba jednak te. - pokazuje na inne.

Pierwszy z nich znowu bierze te same bułki z woreczka i wkłada je z powrotem do podajników. Wykonuje szybki rzut oka na całą sytuację, bo do tej pory tylko słuchałam i szlag mnie trafił. Wszystko to, gość wykonuje gołymi łapskami! O nie, co to, to nie. Wkraczam do akcji.

- A teraz Pan te bułki powinien wziąć. - i biorę je, oczywiście w foliowej rękawiczce i nakładam mu z powrotem do woreczka. - Bo tak się nie robi, maca się i zostawia. Do tego służą rękawiczki.

- Ojoj, a co pani dają te rękawiczki?

- Pewność, że nie drapał się po dupie chwilę wcześniej.

- Ojoj, chyba panią wkurzyła kierowniczka, że się pani wyżywa na mnie.

- Wkurzył to mnie właśnie Pan, bo ja nie mam pewności, że chwilę wcześniej nie dłubał Pan sobie w nosie i dotyka bułek, które ja być może kupię.

Zawinęłam się, zanim już całkiem nie pojechałam po gościu.

Siekło mnie konkretnie.

21:18, butterfly_motylek
Link Komentarze (1) »
Tagi