Opowiastki z pracy w sklepie z przymrużeniem oka
RSS
wtorek, 17 kwietnia 2012

Spokojny dzień, stoję sobie na dziale z cukierkami, makaronami, ciasteczkami na wagę. Przychodzi klient i się czai. Pytam się  go więc w czym pomóc.

- A wie pani, szukam czegoś dobrego.

- Do kawki?

- O tak, właśnie.

- A cukierki czy ciasteczka?

- A wie pani, że obojętnie.

- Ja to bym wolała ciasteczka.

- A wie pani, że mogą być, jakie by pani poleciła.

- A w czekoladzie mają być czy niekoniecznie? 

- Raczej nie. 

- To ja bym panu poleciła wafelki: kakaowe, śmietankowe, muśnięte czekoladą...

- A wie pani, że śmietankowych bym wziął, tak z 30 deko.

- Proszę bardzo.

Pakuję te wafelki, a gość się rozkręca...

- Ja lubię słodkie, co widać raczej. - i tu się klepie po brzuchu. - A pani to chyba też trochę?

- Trochę, jak każdy chyba. - odpowiadam z lekkim uśmiechem.

- A bo wie pani, proszę się nie obrażać, ale ja tam lubię takie kobiety co mają trochę ciała. 

Słucham gościa i coraz bardziej chce mi się śmiać. Ale on kontynuuje:

- Bo wtedy jest co rozłożyć, a nie takie chude szczudła.

Zaczyna się robić zabawnie, więc lecę z tekstem:

- Wiem coś o tym, mój facet też tak lubi. ;)

- Ooooo, to ma pani męża... - i lekka mina zawodu na jego twarzy. 

- Nie jeszcze, chłopaka.

- Aaaa, chłopaka. - mina mu odżyła. 

Nie mogłam się powstrzymać i zaśmiałam się już całkiem na poważnie, przez co gość się chyba zawstydził, wziął wafle, zarzucił tekstem: "mam nadzieję, że nie uraziłem", i się zmył. Ot faceci, jak zwykle podrywacze po 50tce. :)

18:39, butterfly_motylek
Link Komentarze (3) »

Przyszło mi ostatnio zmienić lekko branżę i obsługiwałam stoisko z wędlinami... Godzina wczesno poranna, ja jeszcze nie obudzona do końca, a już mi się przyszło zmagać z wybrednym babsztylem. Podeszła taka i się zaczyna litania:

- A co to jest za wędlinka? A ta? A tamta? A z czego była ta pierwsza? A ta druga?

Tłumaczę i objaśniam cierpliwie.

- No dobrze, to może weźmie pani tę kupkę, i teraz weźmie raz jeszcze. Tę z lewej ręki pani odłoży, a tę z prawej pani odwróci i z tego 8 plasterków mi pani odliczy. 

I tak przy kolejnych trzech padlinach... znaczy wędlinach. 

Jak już mi klienci za bardzo wybrzydzają, to lekkie warknięcie na nich w stylu: Co pani podać w takim razie? jest wręcz wskazane i w 99% przypadków stawia ich to do pionu. Ale na nią nie poskutkowało. A mi się na dodatek spieszyło na dział obok: mięsny. Skończyłam ją wreszcie obsługiwać, obsłużyłam jeszcze jedną klientkę, tym razem konkretną, lecę na mięso, a tak kto? Mój ulubiony babsztyl. I zarzuca mi tekstem: 

- Jeśli chce pani tu pracować to proszę dalej. - i pokazuje mi palcem jak na psa, że mam podejść na drób. I a piać ta sama akcja co na padlinach... Ależ ja mam cierpliwość, a babsztyla zabić to mało.

 

17:27, butterfly_motylek
Link Komentarze (5) »

Koleżanka do klienta, który ustawił na taśmie 5 butelek na stojąco:

- Myślę, że te buteleczki bardzo chcą jeszcze poleżeć. - dorzuciła do tego promienny uśmiech, a klient się speszył. Butelki położył, ciekawe za to o czym tak właściwie myślał ;)

17:06, butterfly_motylek
Link Dodaj komentarz »
Tagi