Opowiastki z pracy w sklepie z przymrużeniem oka
RSS
sobota, 19 stycznia 2013

Skasowałam jakiegoś dziadka, wydaję mu 4 grosze reszty, lecę z następnym klientem, a dziadek rzuca mi tekstem:

- Proszę mi wymienić to dwa grosze, bo jest brudne.

LOL... Ale ze stoickim spokojem: 

- Moment, dopiero jak otworzę kasetkę po zakończeniu paragonu. 

I lecę dalej z kasowaniem sporych zakupów. A dziadek stoi i wręcz jakby mógł to by na mnie wlazł, pomijając to, że blokuje klientom, których kasuję, pakowanie zakupów. No to mu zwracam uwagę:

- Może się pan odsunąć? Blokuje pan pakowanie zakupów kolejnym klientom. Ale on nic, stoi i dosłownie ruszyć się na krok nie ma zamiaru. Do akcji wkracza gość, który jakoś próbuje się spakować.

- Proszę się przesunąć. - Zero reakcji. Więc gość już ostrzejszym tonem. - Niech pan nie wydziwia z tą dwugroszówką, wymiany się zachciało. Niech się pan przesunie.

Na to dziadek się odzywa:

- Ja lubię czyste pieniądze.

No i tak stał i czekał... Skończyłam kasować, otworzyłam kasetkę i zamieniłam mu tę dwugroszówkę na inną, byle jaką, nawet nie patrzyłam czy może czyta jest, bo nie rozumiałam na czym polegała "brudność" poprzedniej jak na nią spojrzałam...

20:08, butterfly_motylek
Link Komentarze (1) »
czwartek, 17 stycznia 2013

Jakiś gość po pięćdziesiątce robi drobne zakupy, kasuję go po czym on coś do mnie mówi. Hałas z paru chodzących kas totalnie uniemożliwia mi usłyszenie i zrozumienie jego szeptów, mimo że nachylam się do niego, próbując dojść co on jeszcze chce.

- Słucham? Musi pan głośniej powiedzieć, bo nie słyszę. 

On zaś coś szepce.

- Słucham? Musi pan powtórzyć.

Wreszcie do mnie dotarło:

- Umówi się pani ze mną?

- Niestety jestem zajęta. - czyli standardowa formułka na wszelkiego rodzaju zaloty i na jednym wydechu mówię ile wyszlo. - 14,51. 

- Gość bez słowa zapłacił i poszedł.

Jestem głucha. Zwłaszcza na podrywy starszych chłopów :P

13:41, butterfly_motylek
Link Komentarze (1) »

Obsługuje chłopaka, na oko studenta, ale z wyglądu przypominającego geeka. Kupował jakiś fast food typu zupki chińskie i rachunek wyszedł 4,91. Z przyzwyczajenia pytam się o grosza, nawet jak mam ich w cholerę. A żółcioki mam, bo zawsze wydaję co do grosza i nikt nigdy ode mnie nie usłyszy:

- Mogę być grosik dłużna?

Gość dał mi wcześniej piątaka, a na moje pytanie odpowiada:

- Nie, ale w zeszłym tygodniu nie wydano mi grosza.

Ja ZONK :D Wydałam mu szybko 9 groszy reszty i szybko się odwróciłam od niego, by nie wybuchnąć  śmiechem mu prosto w twarz :D 

13:24, butterfly_motylek
Link Dodaj komentarz »

Klientka, gdzieś już po czterdziestce, kupuje chleb i dwa opakowania prezerwatywy, po czym przychodzi do płacenia, a ona konspiracyjnym szeptem się zwraca do mnie:

- Czy te prezerwatywy są dobre do badania ginekologicznego?

Z racji tego, że kasjer powinien wiedzieć wszystko i jeszcze więcej, spokojnym tonem jej wyjaśniłam, że wg mnie tak.

A tak w ogóle, to w czym gumki za 3 złote miałby byc gorsze? 

 

13:16, butterfly_motylek
Link Komentarze (2) »
Tagi