Opowiastki z pracy w sklepie z przymrużeniem oka
RSS
niedziela, 29 stycznia 2012

Sobotni wieczór, około godziny 20. Pustki. Senna atmosfera, nie ma dosłownie co robić. Znaczy zawsze by się coś znalazło, ale nikomu się nie chce szaleć na godzinę przed coroczną imprezą firmową. Siedzimy jak na ścięciu, a ja na kasie przysypiam, podpierając się na ręce. Co minutę spoglądam na zegarek... O, koleżanka podeszła do mnie na ploty i się zaczęłyśmy śmiać. Podchodzi jakiś klient [cud!] i rzuca tekstem w odpowiedzi na nasze chichoty:

- A nie za wesoło tu jest?

Odpowiadam mu więc: 

- Nie, weselej będzie na imprezie :)

- No tak, sobotni wieczór. To niech pani powie gdzie ta impreza, a ja tam też będę i dopiero będzie wesoło!

Moja skwaszona mina i lekki uśmieszek politowania. Gość miał z 45 lat. Odpowiadam:

- Mhmmmm...

- O słyszę jakieś mruczenie... Czy pani umie mruczeć?

Teraz to dopiero na niego spojrzałam z tzw. byka. Ale co mi tam, ciągnę dalej taką samą nutę:

- Mhmmmm...

No i wypalił: 

- Dorosła kobieta powinna wiedzieć czy umie mruczeć. 

- Mhmmmm... - odpowiedziałam jeszcze bardziej spoglądając na niego znad okularów.

Chyba się zniechęcił i się zmył. Ciekawe dlaczego. W każdym razie śmiałyśmy się z koleżanką dłuższą chwilę. :D

piątek, 27 stycznia 2012

No tego jeszcze nie grali. Kasuję wczoraj starszą babcię, a ona się mnie nagle pyta:

- Ile to mięsko tam leży?

Hę? 

- Jakie mięsko?

- No to tam w lodówce.

Hę?

- Ale o co pani chodzi?

- No to przecenione.

Aaaa, myślę sobie, że pewnie chodzi jej o przecenione mięso o 30%, czyli tzw. trzydziestki. Upewniam się na wszelki... 

- Ale chce pani wiedzieć, ile czasu leży to mięso leży w chłodziarkach?

- No tak.

Yyyy, a skąd ja mam to wiedzieć kiedy ono przyszło? O_O Tak mnie to zaskoczyło, ze powiedziałam tylko:

- Nie mam pojęcia kiedy zostało one do nas przysłane przez producenta.

Mielone leży z tydzień, kurczak z 4 dni. Jakie to miało być to mięsko? Wróżką nie jestem, a wyszło na to, że być powinnam.

sobota, 21 stycznia 2012

W nawiązaniu do poprzedniego wpisu i remontów, które się u nas odbywają w ramach wielkiej delegacji, która ma nas nawiedzić, zdarzyła się jeszcze jedna, zabawna historia. 

Na ścianie, która jest za pierwszą kasą zmieniano dekorację. Zamiast nazw firm, które dla nas produkują, pojawiły się postacie z akcji europejskich towarów, które oferujemy. Wśród nich była też pewna Brytyjka i to o niej ta opowiastka.

Kasuje matkę z na oko maksymalnie 5-cio letnim chłopcem. Dziecko ewidentnie żyjące we własnym świecie, a jego mama cały czas ma na niego oko. Ciągle do woła, żeby się nie oddalał. Po skasowaniu towarów dzieciak nagle nie chce odchodzić od kasy. Matka do woła, a ten uparcie stoi przy mnie, patrzy się na naklejone postacie za mną i nagle rzuca tekstem:

- A ta pani ma za krótką koszulkę!

Wszyscy w kolejce, jak na rozkaz mało co nie skręcają karku i spoglądają na rzeczoną plakatową panią. Faktycznie, trochę ciała pokazała ;D

Kto by pomyślał, na co to dzieciaki potrafią zwrócić uwagę... 

 

23:00, butterfly_motylek
Link Dodaj komentarz »

W następnym tygodniu ma być wielka delegacja z Niemiec. To co ostatnimi czasy się wyczynia w naszym sklepie przechodzi wszelkie wyobrażenie. Podejmowane są tak irracjonalne decyzje, że się w głowie nie mieści... np. mycie podestów, które 3 dni później zostają wymienione lub też mycie kas, które są 5 dni później malowane na nowo. W związku z tym po sklepie od tygodnia kręcą się naprzemiennie różne ekipy remontowe. Skutkuje to tym, iż każdy już stwierdził, że łatwiej byłoby i taniej postawić obok drugi sklep... No ale ja nie o tym.

Robotnicy też ludzie, czasem coś kupują do picia i jedzenia. W takim przypadku lepiej poprosić o podpisanie paragonu, by nikt później nie powiedział, że taki ktoś wziął coś ze sklepu za darmo. To tyle tytułem wstępu. 

Przyszłam sobie do tego wariatkowa yyyyyy, znaczy do pracy. Robotnicy jak to mają w standardzie, siedzą sobie na socjalu i się obijają. Co gorsza, silą się na podryw do mnie ;] Zbyłam jednego, szczególnie natarczywego gościa i wzięłam się do roboty. Zapomniałam o całej sytuacji już, gdy widzę jak ów gość podchodzi do mnie z zakupami. Coś tam zagaduje, a jak już go skasowałam, rzuca tekstem:

- A tu podpis poproszę. - i pokazuje na paragon.

Ja podpisując, ripostuje jego dzisiejsze teksty do mnie:

- Dobrze, że tylko mój autograf, a nie numer telefonu.

Gość złapał lekkiego buraka, ale odważył się jeszcze powiedzieć:

- A też mógłby być.

Na co mu odpowiedziałam, pięknie się uśmiechając:

- Nic z tego :)

Mina mu dziwnie zrzedła. 

Czasami dokonuje się u nas zmiana ustawienia na sklepie, ale to kosmetyczne zmiany, ze względu na chwilowy, ale dłuższy brak towaru, lub jakąś nowość na półce. Ostatnio koleżanka opowiada to historię, jak to przyszła pewna klientka z pretensjami i rzuciła tekstem:

- Ja pieprzę! Więcej tu nie przyjdę! Nic nie można znaleźć, co chwilę zmieniacie układ towaru.

Odwróciła się na pięcie i wyszła...  

wtorek, 17 stycznia 2012

Ostatnio gość podszedł do mnie do kasy i mówi, że chciałby coś zareklamować. Dzwonię na kierowniczkę, przychodzi i pyta się o co chodzi. Na to gość wyciąga z reklamówki 0,5l pewnej czystej i mówi, że chłodził ją w zamrażarce, ale chciałby zareklamować, bo zamarzła w środku. :D Obie z kierowniczką, bierzemy do ręki tę flaszkę i faktycznie, w środku pływają kawałki lodu. :D Gość dostał drugą butelkę i już nie pojawił się z reklamacją...

10:27, butterfly_motylek
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 09 stycznia 2012

Dziś. Starsza babcia. Dobra, starszy moher, nie będę owijać w bawełnę ;) Akcja się dzieje na kasie, jak to zazwyczaj w zwyczaju mają najciekawsze historie. Wszystko przebiegło sprawnie z jej obsługą, do momentu kiedy wydałam jej resztę.

- Proszę mi pomóc się spakować.

Myślę sobie, ok, szybciej się spakuje, szybciej sobie pójdzie, szybciej będę mogła kasować następnego klienta. No to zaczynam, wiadomo cięższe rzeczy na spód, wzięłam więc do ręki soczek w szklanej butelce.

- Nie, to nie, ja to biorę do torebki!

Ok - myślę sobie, wzięłam więc puszkę z żarciem dla kota.

- Nie, to nie, to ma być na wierzchu!

Ok... no to spróbowałam z paczką makaronu.

- Nie, ja to biorę do ręki!

Ok, to pakuj sobie babo sama. Oparłam się wygodnie na krześle, założyłam rękę na rękę ;) i dałam odpocząć przez moment kręgosłupowi.

Tagi